Relaks w Tunezji
2008-11-13 08:21:33
Znalazłam w jednej z gazet takie ogłoszenie: Biuro podróży oferuje niezapomniane wakacje! Egipt, Tunezja i Chorwacja na wyciągnięcie ręki! Nie powiem, żeby mi się nie spodobała perspektywa spędzania kilku dni w ciepłym kraju. Udałem się zatem pod wskazany adres. Biuro podróży mieściło się w małym pomieszczeniu w jakiejś ciemnej uliczce. Nie zdziwiłem się więc, że mają tak niewielu klientów. Ale okazało się bardzo sympatyczne. Od razu poczęstowano mnie kawą i ciastkami. Rozłożyłem się wygodnie w fotelu i oznajmiłem, że interesuje mnie tylko i wyłącznie Tunezja. Podano mi kilka folderów z możliwościami spędzenia wakacji w tym pięknym kraju. Od razu odrzuciłem propozycje wymagające zbytecznej w moim przypadku aktywności fizycznej. Mój piwny mięsień wcale mi nie przeszkadzał i nie miałem ochoty go zrzucać, a wręcz przeciwnie – dalej go hodować. Biuro podróży po kolei zaczęło mi wyjaśniać pozostałe formy spędzenia czasu w Tunezji. Ostatecznie zdecydowałem się na jeden z folderów. Moje wakacje miały trwać tydzień. W ciągu tego tygodnia miałem zapewniony nocleg w pięciogwiazdkowym fotelu ze SPA, basenami, knajpami, dyskotekami, siłownią i sauną (wszystko w ramach pobytu, oczywiście). W cenę wakacji wliczone były także dwa posiłki dziennie. Miałem załatwiony karnet na wejścia na pobliską plażę. Dodatkową atrakcją miała się okazać niedaleka plaża dla nudystów. Nie wiedziałem jeszcze, czy skorzystam z tej propozycji, ale oferta wydała się być godną rozważenia. Zostałem także zaproszony na trzy tunezyjskie dyskoteki. Jednym słowem: czekało mnie błogie i tak przeze mnie upragnione nic nierobienie. Tunezja mnie wzywała szumem morza, tańcem powabnych, ciemnoskórych kobiet, delikatną bryzą, złotym piaskiem plaż, szaleństwem nocnych zabaw, pięknymi górskimi widokami i słońcem prażącym całymi dniami. Wyjazd pociągał mnie tym bardziej, że w Polsce akurat zbliżała się jesień, której nie lubię z całego serca. A wiem, że tygodniowe wakacje w Tunezji na pewno wyjdą na dobre i mnie i moim znajomym, którzy nie będą musieli słuchać moich ciągłych marudzeń.
Pozostaw swój komentarz